Ballada o Więzieniu w Reading - Oscar Wilde
Szersze tłumaczenie, niedawno odnalezione przeze mnie w sieci
Nie nosił już munduru szkarłatnego,
Czerwieni było dosyć w krwi i winie.
I krwią, i winem miał splamione ręce,
Gdy go pojmali po tym strasznym czynie:
Swą ukochaną, w jej własnym posłaniu,
Zabił w nagłego szaleństwa godzinie.
z rozdziału V
A jednak, choć nam i Głód, i Pragnienie
Wiją się w trzewiach jak dwie wściekłe żmije,
Nie o więziennej strawie wciąż myślimy,
Tutaj się w większym udręczeniu żyje:
W strachu, że kamień za dnia podżwignięty
W nocy ogromem swym serce zabije.
I w każdym sercu ciągła noc panuje,
I w każdej celi półmrok stale gości,
Rwiemy powrozy, kręcimy korbami,
Każdy w swojego Piekła samotności;
Mocniej, niż dźwięki mosiężnego dzwonu,
Cisza przyprawia nas o lęku mdłości.
W tę ciszę żaden ludzki głos nie wstąpi
I nie objawi się łagodnym słowem,
Oko strażnika w otworze judasza
Jest bezlitosne i bezosobowe;
Tak, zapomniani przez świat, niszczejemy
Z duszą i ciałem w martwocie grobowej.
Tak w zardzewiałych Żywota łańcuchach
Gnijemy wszyscy, pełni upodlenia:
Ten i ów zaklnie, ten i ów zapłacze,
A jeszcze inny - w niemowę się zmienia;
Ale odwieczna Bożych Praw łaskawość
Potrafi skruszyć te serca z kamienia.
* * *
I ten, co z pręgą czerwoną na szyi,
Z czystością oczu już znieruchomiałych,
Czeka na święte Ręce, które tylu
Złoczyńcom drogę do Raju wskazały -
Też się doczeka, bowiem Pan nie gardzi
Płynącym z serca żalem doskonałym.
Człowiek w purpurze, twardy rzecznik Prawa,
Dał mu łaskawie życia trzy tygodnie,
Krótkie tygodnie trzy, by swoją duszę
Zdołał do ładu doprowadzić godnie,
By mógł oczyścić z krwi najmniejszej plamki
Te ręce, które popełniły zbrodnię.
Więc on własnymi najkrwawszymi łzami
Oczyścił ręce, któe stal dzierżyły:
Krew się jedynie krwią wymazać daje,
A łzy są po to, by duszę leczyły
I by czerwone znamię Kainowe
W białe Chrystusa godło przemieniły.